Pomoc dla rodziny Claire

Trzydziestopięcioletnia matka sześciorga dzieci, krótko po tym jak urodziła najmłodszą córkę dowidziała się, że jej życie lada moment legnie w gruzach. I legło. Szybciej niż się spodziewała.

Kryterium
  • Leki
  • Żywność
Miejsce
  • Rwanda
Przekaż wsparcie 45,00 zł

Opis

Oto historia Claire i jej rodziny. Trzydziestopięcioletnia matka sześciorga dzieci krótko po tym jak urodziła najmłodszą córkę dowidziała się, że jej życie lada moment legnie w gruzach. I legło. Szybciej niż się spodziewała. Marzenia o tym, że w końcu się z mężem odbiją od dna i zawalczą o przyszłość dzieci spopieliły się w tej samej chwili, w której smutną wieść przekazał kobiecie lekarz ze szpitala w Kibagabaga. Wstrętny, zimny i bezlitosny rak piersi. Zaawansowane stadium. Komórki rakowe już dawno wzięły do niewoli sąsiednie organy. Nic nie da się zrobić.

Kilka tygodni po tym jak bezradność lekarzy ostatecznie została potwierdzona wypisem ze szpitala, Claire trafiła do naszego hospicjum. Już wtedy nie mogła chodzić. Pojawił się paraliż poniżej odcinka lędźwiowego kręgosłupa. 

Claire czuje się u nas dobrze i bezpiecznie, jakby ukryła się na chwilę przed bezwzględnym złodziejem, który chce ją dopaść i ograbić z największego skarbu. Potworny ból szczęśliwie udaje się uśmierzyć morfiną. Jest jeszcze jednak dokuczliwy bunt spowodowany bezradnością, którego nie złagodzą żadne leki, bo wynika przede wszystkim z troski o dzieci. 

Przed chorobą młoda Rwandyjka mieszkała z mężem i sześciorgiem dzieci w czymś, co zwykle służy do przechowywania mioteł i innych niepotrzebnych na co dzień gratów. Mały schowek rozmiarów 1,5 metra na 3, przyklejony jest do domu mieszkalnego. Dom należy do człowieka, który za 10 000 franków miesięcznie, czyli 45 złotych, pozwolił ośmioosobowej rodzinie zająć jego przydomową rupieciarnię. Rzecz jasna nie ma w niej wody, kuchni ani sypialni. Osiem osób spało obok siebie szczelnie wypełniając byle jaką glinianą podłogę. 

Lokum jednak wcale nie było największym zmartwieniem rodziny. Od dwóch miesięcy nikt nie wie, gdzie jest jedyny syn Claire, dziesięcioletni Nshimiyimana Adrien. Głód kazał mu wyjść na ulicę w poszukiwaniu jedzenia. Nie wrócił do tej pory.

Mąż wraz z pięciorgiem dzieci, które wciąż pozostają pod jego opieką odwiedził żonę raz. Obiecał, że przyjedzie znów, ale za miesiąc. Nie może częściej, bo zarabiając miesięcznie zaledwie 20 000 franków (równo 90 złotych) i wydając połowę na to, co na wyrost można nazwać mieszkaniem, zostaje mu 45 złotych. Pokonanie motorem drogi do hospicjum, czyli pewnie koło 20 km, to koszt 18 zł. Niby niewiele, ale w skali ich rodzinnego budżetu odwiedziny żony to wydatek, który w Europie można byłoby porównać do kosztu tygodniowego wypadu all inclusive na pełną atrakcji gorącą wyspę na Morzu Śródziemnym. 

Podczas, gdy przy hospicyjnym łóżku Claire opowiadała z detalami o sytuacji swojej rodziny, nasi Aniołowie: Ernestina i siostry od razu wiedziały co trzeba robić. Wymiana porozumiewawczych spojrzeń zapowiadała to, co miało się wydarzyć dalej. Następnego dnia z samego rana ekipa naszego hospicjum i przedstawiciele Dobrej Fabryki pojechali odwiedzić rodzinę. Po drodze zatrzymali się na targu Kimironko, kupili ryż, olej i fasolę, i ruszyli dalej. 

Na miejscu zastaliśmy to, co możecie zobaczyć na zdjęciach. Poznaliśmy ojca i pięcioro z sześciorga dzieci. Najmłodsze, roczna dziewczynka Uwimana Dorcas nie dość, że nie ma przy sobie na co dzień mamy, nie ma też odpowiedniego jedzenia. Organizm zdążył już wysłać znaki ostrzegawcze w postaci opuchlizny towarzyszącej zwykle chorobie głodowej.

Bez wahania dołączamy rodzinę Claire do naszego nowego projektu dla rodzin.

Prócz zakupów spożywczych ojciec dostał od nas instrukcję, jak powinny wyglądać najbliższe tygodnie. W związku z tym, że rodzina od razu dostała od WAS zapas jedzenia na najbliższy czas i jeden problem ma z głowy, na pierwszym miejscu na liście priorytetów znalazły się teraz poszukiwania dziesięcioletniego Adriena. Przeszukamy ulice Kigali, co mamy nadzieję, będzie choć odrobinę łatwiejsze od szukania igły w stogu siana. Chcemy znaleźć chłopaka i przekonać go, że jego miejsce jest w domu, w którym nie ma już głodu i że mama potrzebuje go teraz równie bardzo jak on jej. 

Następną rzeczą będzie zadbanie o najmłodszą Dorcas. Ojciec prócz zapasów jedzenia dostał od nas pieniądze na mleko i transport do Kabugi dla całej rodziny. Mają przyjechać jutro. Jutro będzie też w hospicjum doktor Vianney, który pomoże nam w skonstruowaniu planu pomocy medycznej dla dzieciaków. 

Jeszcze jedna, dość ważna wiadomość jest taka, że mąż Claire, który teraz z naszą pomocą musi mocno wziąć się w garść, na szczęście nie należy do tych, którzy wierzą w reinkarnację lub siedem żyć i w związku z tym mogą odpuścić sobie jedno obiecując sobie, że w kolejnym wezmą się do roboty. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna, który sam też musi bardzo dbać o swoje zdrowie będzie liderem zakrojonych na większą skalę poszukiwań syna i troskliwym ojcem dla wszystkich pozostałych dzieci. Świadczy o tym przede wszystkim jego chęć do pracy i utrzymania rodziny. Prócz nocnego stróżowania nie jest jednak w stanie znaleźć żadnej sezonowej pracy na polu w związku z suchą porą, która w Rwandzie potrwa jeszcze pewnie do września. Dlatego musimy działać.

Za wszystko co do tej pory już się wydarzyło zaraz po tym, jak Claire opowiedziała o swojej historii nasza pacjentka podziękowała chyba pierwszym od czasu jej pojawienia się w hospicjum uśmiechem.