KAŻDY ZAKUPIONY PRZEZ WAS POSIŁEK TERAPEUTYCZNY TO RATUNEK DLA KONKRETNEGO DZIECKA

Mediatrice ma za sobą 2,5 roku życia i co tu dużo mówić, to był dla niej bardzo trudny czas. Widzicie białe włosy? To oznaka choroby głodowej, jeden z pierwszych alarmów, który wysyła wycieńczony organizm. Dziewczynka choć powinna już dobrze wiedzieć, na czym polega dzieciństwo, nie wie o nim nic. 

Mediatrice nie trafiła do naszego ośrodka dzięki swoim rodzicom, bo ci pochłonięci wiązaniem końca z końcem nie zdawali sobie sprawy, że mają w domu dziecko cierpiące na bardzo nieznośną i brzemienną w skutki chorobę powodowaną głodem. Szczęśliwie okoliczne wioski odwiedzał kilka dni temu Filemon. Nasz pielęgniarz robi to regularnie, by kontrolować byłych już pacjentów ośrodka dożywiania i ich rodziny. Sprawdza, czy po przeszkoleniu z uprawy ziemi w przyszpitalnym ogrodzie, przy ich domach powstało choćby niewielkie poletko, z którego plony urozmaiciłyby dietę domowników. Zobowiązywał ich do tego jeszcze w trakcie trapi ich pociech. Kontroluje czy rację żywności otrzymaną w ośrodku dożywiania przeznaczają faktycznie na to, by dziecko, które dopiero co wróciło do zdrowia na dobre zapomniało czym jest głód. Waży i bada, i zapowiada, że bez uprzedzenia odwiedzi ich znów.

Przy okazji takich wizyt Filemon zawsze ma otwarte oczy. Spotyka sąsiadów naszych pacjentów i tak jak kilka dni temu, często wraca do ośrodka dożywiania z nowymi potrzebującymi ratunku dziećmi. Rodzice Mediatrice myśleli, że nasz pielęgniarz przyszedł ich pozdrowić lub pocieszyć, powiedzieć, że kiedyś będzie lepiej, że sytuacja całego regionu jest opłakana i dlatego wystarczy poklepywać się po ramieniu czekając na lepsze czasy. Jednak kiedy Filemon z daleka dostrzegł dziewczynkę, podszedł i z typową dla siebie stanowczością zaczął uświadamiać rodzinę, że lepiej może być już teraz pod warunkiem, że czas spędzony na załamywaniu rąk przeznaczą na osiąganie kolejnych, choćby najmniejszych celów. Zapewnił, że możemy im w tym pomóc, ale muszą chcieć. Dbanie o dzieci i zapewnianie rodzinie odpowiedniej diety to rzecz podstawowa. Uprawa przydomowego ogródka nie kosztuje nic. Ntamugenga leży tuż pod równikiem, raj dla ogrodników. Wydaje się, że jedynym utrudnieniem może być wulkaniczna, sprawiająca trudności w uprawie ziemia, ale jest jeszcze jeden dużo większy kłopot. Wielu Kongijczyków wciąż nie ma pojęcia o tym, jak siać, sadzić, hodować, jak przetwarzać żywność, jak jeść, by dostarczyć organizmowi, zwłaszcza najmłodszemu, wszystkiego, czego potrzebuje.

Filemon od razu skierował małą Mediatrice na oddział dla niedożywionych w naszym szpitalu. Rodzicom wyznaczył za domem teren, który mają uprzątnąć z kamieni i śmieci. Tam powstanie ogródek. Nauczą się pracować korzystając z wiedzy naszego personelu. W ten sposób na kolejnym skrawku tej niegościnnej ziemi wykiełkuje jakieś dobro, ocalimy dzieciństwo i życie dwuletniej dziewczynki. Takich dzieci jak Mediatrice jest bardzo dużo. Filemon od rana do wieczora poznaje nowe historie. Dzieli swój czas między obowiązkami w ośrodku dożywiania i w terenie. I choć problem głodu jest duży i poważny, każdy uśmiech wyleczonego dziecka jest największą nagrodą i dowodem na to, że ta praca przynosi efekty. 

Co można dziś zrobić, by tym dzieciakom w Kongu było na starcie w życiu lżej? Lub raczej, co możemy zrobić, by na starcie było im tak, jak być powinno, bez głodu i cierpienia? 

Wystarczy kliknąć TUTAJ: 

i zamienić swoje 10 zł na szanse dla dziecka, takiego jak Mediatrice. To koszt posiłku terapeutycznego, który ratuje życie w skrajnej fazie choroby głodowej. Decydując się na jego zakup  możemy zrobić coś BARDZO DOBREGO! Dziś!